Pechowe szczęście (Das gestörte Glück)
Pieśń Das gestörte Glück powstała w 1815 roku, czyli w okresie, który biografowie nazywają „rokiem pieśni” Schuberta. W samym tylko 1815 skomponował on 145 pieśni, w tym wiele do słów Goethego, Matthisona i innych poetów. Był to czas eksplozji jego kreatywności, kiedy niemal codziennie powstawały nowe utwory wokalne. Słowa pieśni napisał Theodor Körner (1791–1813) — niemiecki poeta, który zginął w wieku 22 lat jako ochotnik w wojnie przeciwko Napoleonowi. Jego twórczość była wówczas niezwykle popularna, a Schubert często sięgał po jego teksty.
Wiersz Körnera jest lekki, żartobliwy i opowiada o młodzieńcu, który za każdym razem, gdy próbuje zdobyć pocałunek, spotyka go pech:
raz kłuje go igła, innym razem gryzie go pies, a szczęście wciąż mu „ucieka”.Ten ton humorystycznej frustracji idealnie pasował do młodego Schuberta, który w tym czasie chętnie komponował pieśni o życiu codziennym, miłości i ludzkich słabościach.

Das gestörte Glück
Ich hab’ ein heisses junges Blut,
Wie ihr wohl alle wisst,
Ich bin dem Küssen gar zu gut,
Und hab’ noch nie geküsst;
Denn ist mir auch mein Liebchen hold,
’S war doch, als wenn’s nicht werden sollt:
Trotz aller Müh und aller List,
Hab ich doch niemals noch geküsst.
Des Nachbars Röschen ist mir gut:
Sie ging zur Wiese früh,
Ich lief ihr nach und fasste Mut,
Und schlang den Arm um sie:
Da stach ich an dem Miederband
Mir eine Nadel in die Hand;
Das Blut lief stark, ich sprang nach Haus,
Und mit dem Küssen war es aus.
Jüngst ging ich so zum Zeitvertreib,
Und traf sie dort am Fluss,
Ich schlang dem Arm um ihren Leib,
Und bat um einen Kuss;
Sie spitzte schon den Rosenmund,
Da kam der alte Kettenhund,
Un biss mich wütend in das Bein!
Da liess ich wohl das Küssen sein.
D’rauf sass ich einst vor ihrer Tür
In stiller Freud’ und Lust,
Sie gab ihr liebes Händchen mir,
Ich zog sie an die Brust;
Da sprang der Vater hinter’m Tor,
Wo er uns längst belauscht, hervor,
Und wie gewöhnlich war der Schluss,
Ich kam auch um den dritten Kuss.
Erst gestern traf ich sie am Haus,
Sie rief mich leis’ herein:
„Mein Fenster geht in Hof hinaus,
Heut’ abend wart’ ich dein.“
Da kam ich denn in Liebeswahn
Und legte meine Leiter an;
Doch unter mir brach sie entzwei,
Und mit dem Küssen war’s vorbei.
Und allemal geht mir’s nun so;
O! dass ich’s leiden muss!
Mein Lebtag werd’ ich nimmer froh,
Krieg’ ich nicht bald’nen Kuss.
Das Glück sieht mich so finster an,
Was hab’ ich armer Wicht getan?
Drum, wer es hört, erbarme sich,
Und sei so gut und küsse mich.
Pechowe szczęście
Ja mam gorącą, młodą krew,
Co każdy dobrze wie,
Całować umiem – to nie blef,
Lecz to nie zdarza się.
Bo choć ma luba kocha mnie,
To z całowaniem wciąż jest źle,
Pomimo przebiegłości mej,
Nie całowałem nigdy jej.
Pewnego dnia widziałem ją,
Gdy z wdziękiem szła przez park,
Podbiegłem i z fantazją swą,
Przylgnąłem do jej warg,
Zaś ręką obejmując w pół,
Poczułem nagły ostry ból.
O szpilkę skaleczyłem się,
Więc już nie całowałem się.
Spotkałem ją w porannej mgle,
Gdy miałem wolny dzień,
Spytałem czy da usta swe,
Nie powiedziała nie.
Bez zwłoki ją objąłem w pół,
Gdy nagle pies wyskoczył tu.
Ze złością ugryzł w nogę mnie,
I z całowania wyszedł śmiech.
Gdy kiedyś siadłem u jej drzwi,
Nie wiedząc co da los,
Z lubością dała rączkę mi,
A całus był o włos,
Już prawie się spełniły sny,
Gdy ojciec jej wyleciał zły.
Od dawna w bramie śledził nas,
Więc całowanie poszło w las.
Zaś wczoraj mignął mi jej cień
Gdy przywołała mnie:
„Wieczorem przyjdź pod okno me,
Ja będę czekać cię”.
W miłosny wpadłem wtedy szał,
Drabinę dla mnie kumpel dał,
Gdy już wchodziłem – słyszę trach,
Więc znowu w całowaniu krach.
Ach zawsze kończy się tak źle,
Nie dla mnie szczęście jest,
Pech ciągle prześladuje mnie,
Tak ciężko mi to znieść.
Cóż komuś zawiniłem ja,
Że zła ta passa ciągle trwa,
Więc gdy usłyszysz rzewny płacz,
Pocałuj proszę mnie choć raz.
Sławek S.



